• Na czasie
    Wydawnictwo Naukowe PWN odświeża serwisy wiedzowe www.sjp.pwn.pl, www.encyklopedia.pwn.pl i www.translatica.pwn.pl. Dowiedz się więcej.
     
    Oddajemy w Państwa ręce odnowiony serwis www.encyklopedia.pwn.pl.
    Chcieliśmy, by najpopularniejsze strony WN PWN — w tym także encyklopedia — były nie tylko wiarygodnym i rzetelnym źródłem wiedzy, ale także nowoczesnym i wygodnym sposobem dostępu do niej.
    Co się zmieniło?
    Odnowiona szata graficzna? Tak, ale to nie wszystko.
    Dostosowujący się do urządzeń przenośnych interfejs czy mechanizm podpowiadania słów? To także nie wszystko, choć to akurat widać na pierwszy rzut oka.
    Encyklopedia PWN od lat służy użytkownikom poszukującym zwięzłej, aktualnej informacji z każdej dziedziny życia i wiedzy. Teraz robi to szybciej i wygodniej dzięki prostemu w obsłudze, a zarazem szybkiemu systemowi wyszukiwania i prezentacji jego wyników także na Państwa urządzeniach przenośnych!
    Warto wiedzieć więcej, dlatego nie poprzestajemy tylko na suchych faktach.
    Udostępniamy Państwu zbiór popularnonaukowych felietonów przybliżających historię, kulturę, obyczaje oraz środowisko różnych zakątków Ziemi.
    Czasami na poważne pytania odpowiadamy z lekkim przymrużeniem oka. Cytujemy wypowiedzi sławnych ludzi, publikujemy recytacje fragmentów z najsłynniejszych dzieł literatury antycznej.
    Podpowiadamy Państwu, co w świecie przyrody jest największe, najdłuższe, najmniejsze albo najszybsze — informacji na ten temat szukajcie na podstronie rekordziści oraz na stronie głównej.
    A jeśli encyklopedyczna wiedza to dla Państwa za mało — można od razu przejść do haseł Słownika języka polskiego, bo odnotowujemy również te najcelniej pasujące do zadanego tu wyszukiwania.
    Wszystko to w jednym miejscu, w krótkim czasie, po jednym kliknięciu!
    Zapraszamy do częstego zaglądania na stronę główną serwisu, zachęcamy do prenumeraty newslettera, w którym publikujemy wybrane ciekawostki — lektury przyjemnej, a jakże poszerzającej spojrzenie na otaczający nas świat…
    Prosimy zapoznać się również z nowościami serwisu www.sjp.pwn.pl
    Redakcja
    PS
    Wiemy, że każda zmiana — w tym zmiana na lepsze — może na początku ukazać swoje mniej przyjazne oblicze (trudności z uzyskaniem dostępu do funkcji, do których jesteście Państwo przyzwyczajeni, kłopoty techniczne wynikające z wdrażania serwisu i okresu przejściowego). To jak trudne przedwiośnie...
    Prosimy o wyrozumiałość. Jesteśmy otwarci na wszelkie Państwa sugestie i propozycje udogodnień, na e-maile w miarę możliwości szybko odpowiemy. Nasz adres rsjp@pwn.pl
    Życzymy przyjemnego odbioru :)
    >>
  • Warto wiedzieć
    Polscy emigranci w Chicago zaczęli się pojawiać po 1861. Zbiorowość polska cechowała się niskim statusem społecznym i brakiem tradycji oświatowych. Była zorganizowana przede wszystkim wokół organizacji religijnych. W 1867 członkowie Towarzystwa Św. Stanisława Kostki (zał. 1865) podjęli starania o powołanie parafii polskiej w Chicago, która na przeł. XIX i XX w. liczyła już ok. 50 tys. członków (1874–99 jej proboszczem był ksiądz W. Barzyński). Druga powstała wówczas w Chicago parafia Św. Trójcy w tym czasie liczyła ok. 30 tys. osób. W 1896 rozpoczęła działalność pierwsza polska szkoła przyparafialna Św. Stanisława Kostki (1900 była największą amerykańską szkołą przyparafialną). W 1914 Zgromadzenie Sióstr Szkolnych de Notre Dame otworzyło jako jedną z pierwszych w USA żeńską szkołę średnią Św. Stanisława Kostki. W 1910 w Chicago mieszkało ok. 230 tys. osób mówiących językiem polskim, tj. 2 razy więcej niż w Nowym Jorku (1970 w Chicago — 284,2 tys., w Nowym Jorku — 385,6 tys. osób posługiwało się językiem polskim). Okres ten to również czas intensyfikacji działań polskich organizacji robotniczych (np. 1904 zorganizowano strajk pakowaczy żywności, 1910 strajk w szwalniach). Polacy byli społecznością upośledzoną pod względem zawodowym w stosunku do ogółu imigrantów (średni dochód rodziny polskiej stanowił ok. 75% dochodu przeciętnej rodziny amerykańskiej). W 1923 aż 30% polskiej grupy etnicznej pracowało jako robotnicy fabryczni niewykwalifikowani, 5% — jako robotnicy wykwalifikowani, tylko 9% znalazło zatrudnienie w rzemiośle, handlu i biurowości. Pod koniec lat 20. zmieniła się pozycja grupy polskiej. Miasto stało się bogatsze, oferowało większe możliwości awansu zawodowego i społecznego, powstały liczne polskie instytucje, a przez to pozycja zawodowa mieszkańców Chicago była wyższa niż mieszkańców innych miast. W 1929 szacowano, że działało tu 16,9 tys. polskich przedsiębiorstw, które zatrudniały 44,2 tys. osób; w 1938 było 85 polskich spółek pożyczkowych z 23 mln dol. USA kapitału, oraz jeden polski bank. W latach 30. w radzie miejskiej zasiadali: W.J. Orlikowski, J. Ropa, A. Sobota i V. Zwiefka. Polacy działali w aparacie sprawiedliwości (prokurator miejski — A. Jachimowski, sekretarz sądu — D. Zintak, a W.I. La Buy polskiego pochodzenia został sędzią federalnym i okręgowym, sędzia E.K. Jarecki był kandydatem na burmistrza), w policji (kpt. J. Palczyński), w resortach zdrowia i finansów. Na stanowisko burmistrza kandydowali: M. Szymczak (1933) i B. Adamowski (1963). W latach 40. w radzie miejskiej Chicago zasiadało 3 radnych polskiego pochodzenia (Z.H. Kadow, J.P. Rostenkowski i A. Sobota). Przedstawicielami Polonii byli: skarbnik miasta i powiatów, szefowie komisji służby cyw. i public relations. W 1940 w Chicago mieszkało ok. 400 tys. osób polskiego pochodzenie (1. i 2. pokolenie), co stanowiło 19,2% ogółu mieszkańców miasta. Najwyższy poziom udziału obywateli polskiego pochodzenia we władzach lokalnych osiągnięto w latach 50. W 1950 wolne zawody wykonywało 2,9% mężczyzn i 2,7% kobiet w 1. pokoleniu (5,9% mężczyzn i 5,3% kobiet w 2. pokoleniu), robotnicy wysoko wykwalifikowani stanowili 55,2% zatrudnionych (58,5% w 2. pokoleniu), robotnicy nisko wykwalifikowani — 11,8% (i odpowiednio 7,2%).
    Obecnie obszar metropolitarny Chicago jest zamieszkany przez ok. 1,5 mln osób pochodzenia polskiego, co sprawia, że jest to największy ośrodek polonijny na świecie (57 polskich parafii) i jest nazywany stolicą Polonii. Znajdują się tu siedziby najwyższych władz Polonii, polskich fundacji (Copernicus Foundation), organizacji zawodowych (adwokatów, lekarzy, inżynierów, nauczycieli, artystów), naukowych (Polish Institute of Arts & Sciences), religijnych (Caritas), młodzieżowych, rozgłośni radiowych, redakcji gazet, muzeów, teatrów i zespołów muzycznych. Tradycyjnie centralną arterią polskiej dzielnicy, zw. Polonia Triangle, jest Milwaukee Avenue, wylotowa ulica w kierunku północno-zachodnim. Obecnie większość mieszkańców tej dzielnicy stanowią jednak Latynosi i Murzyni. Ludność polskiego pochodzenia przeniosła się do położonej na peryferiach miasta dzielnicy Avondale, nazywanej Jackowem (od znajdującej się tam parafii Św. Jacka) lub Little Warsaw. Drugie skupisko ludności polskiej znajduje się w południowej części miasta (Pulaski Road), gdzie mieści się siedziba Związku Podhalan.
    >>
  • To ciekawe
    W Anglii do dziś cieszą się wielką popularnością pisane w latach 1875–96 opery komiczne Williama Gilberta (słowa) i Arthura Sullivana (muzyka). W roku 1880 odbyło się pierwsze przedstawienie opery Piraci z Penzance, czyli niewolnik obowiązku. Głównym bohaterem utworu jest młodzieniec imieniem Fryderyk. Gdy był on małym chłopcem, ojciec kazał go przyuczyć do zawodu pilota holowników. Mająca kłopoty ze słuchem piastunka zrozumiała, że chłopiec ma zostać nie pilotem, lecz piratem i powierzyła go hersztowi bandy napadającej na statki u wybrzeży Kornwalii. Na mocy zawartej wtedy umowy, Fryderyk miał się kształcić u piratów aż do dwudziestych pierwszych urodzin, od tego zaś dnia mógł sam decydować o swoim losie.
    Opera zaczyna się w chwili, gdy Fryderyk kończy 21 lat. Do tej pory wykonywał on sumiennie obowiązki pirata, ale od dawna cieszył się z perspektywy rozpoczęcia uczciwego życia. Ostatnio zerwanie z dotychczasową profesją stało się dla niego tym ważniejsze, że zakochał się w Mabel, córce generała dowodzącego miejscową policją. Dziewczyna odwzajemnia jego uczucia, ale szczęście kochanków natrafia nagle na przeszkodę. Piraci wykryli, że Fryderyk urodził się 29 lutego. Znaczy to, że mimo że przeżył już 21 lat, jego dwudzieste pierwsze urodziny są jeszcze bardzo odległe. Fryderyk musi wrócić do bandy.
    Wzruszająca jest scena jego pożegnania z Mabel. „Niewolnik obowiązku” oświadcza ukochanej, że wróci do niej, gdy upłynie określony w umowie termin — w roku 1940.
    — Ten czas wydaje się taki odległy! — zauważa z westchnieniem Mabel.
    Warto tu wspomnieć, że w roku 1940, mimo mało sprzyjających okoliczności, brytyjscy miłośnicy Gilberta i Sullivana urządzili uroczyste obchody dwudziestych pierwszych urodzin Fryderyka.
    Trudno nie współczuć młodzieńcowi zmuszonemu do powrotu na drogę przestępstwa. Gdyby jednak znał on lepiej dzieje kalendarza, mógłby zastosować fortel, który by go skutecznie obronił przed kruczkiem prawnym wymyślonym przez piratów. Otóż z historycznego punktu widzenia dodatkowym dniem w roku przestępnym nie jest 29, lecz 24 lutego. Jeszcze przed reformą kalendarza wprowadzoną w roku 46 przed Chrystusem przez Juliusza Cezara, w czasach, gdy w latach przestępnych powiększano rok nie o jeden dzień, lecz o cały miesiąc, miesiąc ten (który nosił nazwę Mercedonius) dodawano po 23 lutego, a po jego zakończeniu trwał dalej luty. Gdy Cezar, a właściwie wynajęty przez niego astronom grecki Sosigenes, nadał kalendarzowi postać bliską dzisiejszej, wprowadził w latach przestępnych dodatkowy dzień — również po 23 lutego. Jeśli przypatrzymy się rozkładowi imienin w dzisiejszych kalendarzach, zobaczymy, że dla Kościoła nadal dniem dodatkowym jest 24 dzień miesiąca: dzień św. Macieja apostoła wypada normalnie 24 lutego, a w latach przestępnych 25; dzień św. Romana — w latach zwykłych 28, a w przestępnych 29 lutego.
    Jak wiadomo, obecną postać nadał naszemu kalendarzowi papież Grzegorz XIII, dokonując drobnej modyfikacji kalendarza juliańskiego. Wprowadzając reformę w życie zarządził on, żeby po czwartku, 4 października 1582 roku, nastąpił piątek, 15 października.
    Nie wszyscy jednak przyjęli z entuzjazmem to ulepszenie rachuby czasu. W zbiorze Monumenta Poloniae Vaticana można znaleźć napisany w następnym roku po reformie list Cyryla Terleckiego, prawosławnego biskupa pińskiego, do Janusza Zbaraskiego, wojewody bracławskiego. List ten był chyba napisany pierwotnie po polsku, ale zachował się w przekładzie na łacinę, zrobionym na użytek nuncjusza papieskiego.
    Terlecki nie przyjmuje do wiadomości nowego kalendarza: „Jako że mieszkamy w środku Litwy, ponad 400 mil od Rzymu, nic o tym nowym kalendarzu nie słyszeliśmy. Zresztą ani on nas nie obchodzi, ani nie chcemy o nim nic wiedzieć”. W dalszym ciągu listu biskupa obojętność ustępuje jednak miejsca oburzeniu. Terleckiego szczególnie szokuje to, że papież każe obchodzić Boże Narodzenie — z punktu widzenia zwolenników starego kalendarza — 15 grudnia.
    „Moim zdaniem — pisze — papież rzymski znajduje przyjemność w tym przenoszeniu dat. Robiąc to okazuje, że jest jednym z owych heretyków zwanych chiliastami, którzy wyobrażają sobie, że po dniu Sądu Ostatecznego będą przez tysiąc lat rządzić tym światem wraz z Chrystusem, zażywając wszelkich ludzkich zbytków i rozkoszy. A ponieważ papieżowi pod każdym względem dobrze się powodzi, cofnął czas o jedenaście dni, aby móc tym dłużej cieszyć się przyjemnościami, w które opływa jak pączek w maśle. Bo gdyby nie miał na względzie takiego celu, to czyż nie obchodziłby razem z nami świąt 25 grudnia, zgodnie z sięgającym starożytnych czasów zwyczajem? Czy nie pozwoliłby, żeby dni w zwykły sposób następowały po sobie aż do końca miesiąca? Ale on, opanowany łapczywym pragnieniem czasu, wyjął z kalendarza 11 dni, pozostawiając nas o tyle właśnie z tyłu za sobą”.
    Wygląda na to, że biskup nie może się tu zdecydować, czy papież cofnął czas, czy posunął go naprzód. Do tego stopnia gorszy go postępowanie Grzegorza XIII, że stosuje do niego proroctwo z siódmego rozdziału biblijnej Księgi Daniela o królu, który „będzie zamyślał odmienić czas i prawa”.
    Jeśli władykę tak bardzo oburzały drobne zmiany w kalendarzu wprowadzone przez papieża, można uznać, że miał szczęście, iż nie żył w czasach rewolucji francuskiej. Choć każdy chyba słyszał o wprowadzonych przez rewolucjonistów nowych nazwach miesięcy, takich jak thermidor czy brumaire, i o dacie utworzenia Republiki Francuskiej jako początku nowej ery, mało kto zdaje sobie sprawę, jak daleko idące zmiany wprowadzono wówczas w kalendarzu. Zniesiono tydzień, zastępując go dekadą, której kolejne dni nosiły nazwy: primidí, duodí, tridí itd. Ostatni, dziesiąty dzień — decadi — był wolny od pracy. Doba dzieliła się na dziesięć godzin, prawie dwa i pół raza dłuższych od tych tradycyjnych, godzina na sto minut, a minuta na sto sekund. Podobno zachowały się dotąd zegary, pokazujące takie właśnie godziny i minuty.
    Jeśli ktoś uzna tę reformę za niedorzeczną, czy wręcz obłąkaną, powinien sobie zdać sprawę, że z tych samych czasów i kręgów wywodzi się używany dziś prawie na całym świecie system metryczny, w którym przejawia się zresztą ten sam sposób myślenia, co w opisanym tu podziale doby.
    Istnieją również nowsze projekty reformy kalendarza, mające do dziś zwolenników. Przykładem może być pomysł Augusta Comte'a, twórcy pozytywizmu. Comte dzieli rok na 13 miesięcy po 28 dni. Do tego dochodzi nie należący do żadnego miesiąca ani tygodnia dodatkowy dzień na koniec roku oraz podobny dzień dodawany raz na cztery lata po ostatnim dniu czerwca.
    Zaletą tego kalendarza jest stałe przyporządkowanie dni miesiąca dniom tygodnia: pierwszy dzień każdego miesiąca wypadałby w niedzielę, drugi w poniedziałek, a ostatni w sobotę. Zbankrutowaliby producenci kalendarzy ściennych: każdy rok, a nawet każdy miesiąc wyglądałby tak samo. Trudno byłoby przywyknąć do dodatkowego miesiąca, który Comte chciał wprowadzić między czerwcem a lipcem. Ale czy nie marzymy wszyscy o dłuższych o miesiąc wakacjach?
    Mikołaj Szymański
    >>
Hasło dnia: mapa pogody

Cytat dnia

„Tylko rozbitek, który uniknął śmierci na tonącym okręcie, może pojąć psychikę człowieka, który śmieje się wyłącznie dlatego, że może oddychać”
Kobieta z wydm

Rekordziści

Najgłębsze miejsce Oceanu Arktycznego
Basen Grenlandzki — 5527 m.

Imieniny

Lis 24

Alberta, Biruty, Dargorada, Emmy, Emy, Flory

Dzień w historii

Lis 24

zdarzyło się
2003
odkrycie w egipskiej Sakkarze grobowca kapłana sprzed 4500 lat przez polskich archeologów pod kierunkiem prof. Karola Myśliwca.
1984
utworzenie Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ) z Alfredem Miodowiczem na czele; podkreślanie przez rząd jednolitości ruchu związkowego.
urodzili się
1891
Pawlikowska-Jasnorzewska Maria, z domu Kossak, primo voto Bzowska, secundo voto Pawlikowska, tertio voto Jasnorzewska, poetka, dramatopisarka.
1932
Kurylewicz Andrzej, kompozytor, dyrygent, jazzowy pianista, puzonista i trębacz.
odeszli
1572
Knox John, szkocki reformator rel., duchowny, organizator Kościoła szkockiego.
1957
Rivera Diego, meksykański malarz, grafik i architekt.
Przeglądaj encyklopedię