Kohelet
 
Kohelet.
Biblijna Księga Koheleta (zwanego też Kaznodzieją Salomonowym lub z grecka Eklezjastą) przysparza wiele kłopotów komentatorom, i to poczynając od starożytności. W pewnym okresie starożytni rabini mieli duże wątpliwości, czy księgę tę należy włączyć do kanonu biblijnego, czy raczej odrzucić jako zbiór niebezpiecznych herezji. Nie podobały im się zachęty do używania życia (8, 15 i 9, 7-9; cytaty w przekładzie księdza Mariana Filipiaka): „Nie ma pod słońcem nic lepszego dla człowieka, jak jeść, pić i weselić się”. [...] „Idź, spożywaj twój chleb w radości i pij wino swoje z szczęśliwym sercem, albowiem Bóg już ocenił twe czyny”. [...] „Używaj życia z kobietą, którą umiłowałeś, przez wszystkie dni twego marnego życia, które ci Bóg daje pod słońcem”. Niepokoiły ich też wersety sugerujące, że autor nie wierzył w nieśmiertelność duszy ludzkiej (3,19-21): „Los bowiem synów ludzkich jest losem zwierząt, los ich jest ten sam; jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego: mają jednakowe tchnienie życia. Nie ma żadnej wyższości człowieka nad zwierzęciem, bo wszyscy są marnością. Wszyscy zmierzają do jednego miejsca: wszyscy są z prochu i wszyscy zmierzają do prochu. Któż wie, czy tchnienie ludzi unosi się w górę, a tchnienie zwierząt zstępuje w dół, do ziemi?” Gorszyło rabinów twierdzenie o braku pośmiertnej zapłaty za grzechy i dobre uczynki (9,3): „Żyjący wiedzą, że umrą. Nie ma już dla nich żadnej zapłaty, gdyż pamięć o nich zaginęła”. Przeważyło w końcu zdanie tych, którzy uważali Księgę Koheleta za część Biblii. Czekało ich jednak trudne zadanie: musieli bowiem za pomocą odpowiedniej interpretacji dowodzić, że w takich ustępach, jak te, które przytoczyłem powyżej, nie ma nic niezgodnego z zasadami rabinicznego
Dzisiejsi bibliści zajmujący się Koheletem nie znajdują w powyższych wersetach niczego niepokojącego, gdyż przyglądają się tej księdze Biblii z perspektywy historycznej: powstała ona w okresie, zanim przekonanie o nieśmiertelności duszy, zmartwychwstaniu ciał i odpłacie pośmiertnej stało się, za sprawą faryzeuszy, powszechne wśród Żydów. Jednak również uczeni popadają w zakłopotanie widząc ustępy wyrażające całkiem przeciwne sądy. Na przykład w jednym miejscu księgi czytamy (8, 5): „Ten, kto zachowuje przykazanie, nie zazna nic złego”, a parę stron dalej (9,2): „Tak samo wszystkich spotka ten sam los: sprawiedliwego i złoczyńcę, dobrego i złego, czystego i nieczystego”. Ktoś może twierdzić, że te dwa wersety dadzą się jakoś ze sobą pogodzić lub że wyrażają one rozmaite nastroje autora (jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z jednym autorem księgi). Gorzej, gdy znajdujemy dwa zupełnie przeciwne poglądy w jednej i tej samej wypowiedzi (8, 12-13): „Zaiste, grzesznik czyni zło stokrotnie, a pomimo to przedłuża swe dni. Chociaż ja wiem także, że zdobędą szczęście ci, którzy się Boga boją, dlatego że odczuwają lęk przed Nim. Nie zdobędzie szczęścia grzesznik, który, podobnie jak cień, nie przedłuży swych dni, ponieważ nie doznaje on bojaźni przed Bogiem”. Jak to jest w końcu z grzesznikami? Czy żyją krótko, czy długo? Jedni uczeni twierdzą, że tylko pierwsze zdanie tego ustępu pochodzi od autora księgi, a reszta pochodzi od późniejszego redaktora, występującego w obronie boskiej sprawiedliwości. Inni zakładają, że autor posługuje się zwrotem „chociaż ja wiem także”, by wprowadzić tradycyjną opinię, z którą sam się nie zgadza. Zgodnie z tym podejściem sporą część Księgi Koheleta należałoby drukować w cudzysłowie, jako przytaczane przez autora cudze poglądy.
Wróćmy jednak do starożytnych rabinów, którzy stosowali alegoryczną interpretację, by obronić księgę przed zarzutem nieprawomyślności. Oto jak targum, swobodny przekład tekstu biblijnego na aramejski, potoczny język Żydów po niewoli babilońskiej, parafrazuje werset (9,8): „Niech twe szaty w każdy dzień będą białe i niechaj nie zabraknie olejku na twoją głowę”. „Niech w każdy dzień — czytamy w targumie — twe szaty będą wolne od wszelkiej zmazy grzechu. Zdobywaj dobrą sławę, którą można porównać ze służącym do namaszczeń olejkiem, aby deszcz błogosławieństw spadał na twoją głowę. Wtedy nie zabraknie ci szczęścia”. Tak interpretowanego Koheleta nikt nie oskarży o epikureizm.
Tę samą przenośną interpretację przyjmuje midrasz Kohelet Rabba starożytny żydowski komentarz do Koheleta. Midrasz objaśnia ten werset przypowieścią, którą przypisuje rabinowi Jehudzie zwanemu Księciem (ok. 135–217). Zwróćmy uwagę na podobieństwo tej paraboli do dwóch przypowieści z Ewangelii według świętego Mateusza: o gościu wyrzuconym z królewskiego wesela za to, że nie miał odpowiedniego stroju (22, 10-13) i o głupich pannach, które wybierając się na wesele, nie wzięły oliwy do lamp i dlatego pan młody nie wpuścił ich na ucztę (25, 1-14). Pewien król jak podaje midrasz wyprawił ucztę i zaprosił na nią gości. Nakazał im: „Wykąpcie się, namaśćcie olejkami, wypierzcie sobie szaty i przygotujcie się do uczty. Nie wyznaczył im jednak godziny, o której powinni przyjść. Mądrzy przechadzali się przed bramą pałacu. [...] Głupi nie wzięli sobie do serca słów króla. Mówili: Na pewno zauważymy, gdy będzie się zbliżać pora uczty. Jej urządzenie wymaga przecież wielu przygotowań. Każdy z nich poszedł zająć się własną pracą. [...] Nagle król rozkazał, by goście przyszli na ucztę. Mądrzy pojawili się w uroczystych szatach, a głupi niedbale odziani. [...] Mądrych, którzy przygotowali się do uczty, król zaprosił do stołu, przy którym jedli i pili. Głupich, którzy się nie przygotowali, odesłał do domów, ale wkrótce przywołał ich, aby stali i z zazdrością patrzyli, jak tamci jedzą i piją. Tak właśnie będzie kiedyś, w świecie przyszłym. Pisze bowiem prorok Izajasz (65, 13): Tak mówi panujący Pan: Oto słudzy moi jeść będą, a wy łaknąć będziecie. Oto słudzy moi pić będą, a wy pragnąć będziecie. Oto słudzy moi weselić się będą, a wy zawstydzeni będziecie”.
W midraszach znajdujemy często ślady dyskusji między rabinami. Również w tym wypadku, inny rabin, Szabtaj, próbował ulepszyć przypowieść Jehudy: obie grupy zajmą miejsce przy stole. Różnica będzie polegać jedynie na tym, że jedni będą jedli i pili, a drudzy nie. Cierpienie tych, którzy stoją, jest dużo mniejsze od cierpienia tych, którzy siedzą. Ktoś, kto stoi podczas uczty, czuje się w roli posługacza, natomiast ten, kto ma miejsce przy stole i nie je, ani nie pije, odczuwa podwójny ból i robi się blady. To właśnie ma na myśli prorok Malachiasz, gdy mówi (3, 18): „Zobaczycie różnicę między sprawiedliwym i niezbożnym”.
Nikogo chyba nie dziwią te próby przenośnego objaśnienia tekstu, który autor zapewne rozumiał dosłownie. W tym samym midraszu mamy też jednak do czynienia z czymś przeciwnym: z bardzo dosłownym zastosowaniem wersetu zawierającego przenośnię. Gdy czytamy u Koheleta (11, 1): „Rzuć twój chleb na powierzchnię wód, bo po wielu dniach go odnajdziesz”, nie mamy raczej wątpliwości, że autorowi chodzi o to, byśmy okazywali innym hojność, gdyż w przyszłości nam się to opłaci. W midraszu znajdujemy opowieść przypisaną rabinowi Akibie (ok. 40–135):
„Kiedyś płynąc po morzu zobaczyłem, jak tonie statek. Zmartwiłem się, bo wiedziałem, że płynął nim pewien uczony. Gdy jednak dotarłem do Kapadocji, zastałem go tam. Siedział i udzielał odpowiedzi na rozmaite pytania. Przemówiłem do niego:
— Mój synu, jak się uratowałeś z morza?
— Dzięki twojej modlitwie, rabbi — odpowiedział. — Fale przekazywały mnie sobie nawzajem, aż dotarłem do lądu.
— Czy pamiętasz, synu, jakieś swoje dobre uczynki?
— Gdy wchodziłem na statek — odparł uczony — spotkałem nędzarza, który mnie poprosił o wsparcie. Dałem mu bochenek chleba, za który mi podziękował, mówiąc: Tak jak ty ratujesz życie swoim darem, oby i ciebie spotkało kiedyś ocalenie!”
Może nas dziwić, czy nawet śmieszyć, że midrasz kładzie nacisk na nieistotne elementy wersetu: chleb i wodę. Podobnie jednak jak i w poprzednim wypadku, komentatorowi nie chodzi o filologiczne objaśnienie tekstu, lecz o dostarczenie nauki moralnej. Ryzykuje on jednak, że mniej rozgarnięty czytelnik pomyśli, iż dobroczynność popłaca jedynie na morzu.
Mikołaj Szymański
Przeglądaj encyklopedię
Przeglądaj tabele i zestawienia
Przeglądaj ilustracje i multimedia