Epitafia
 
Epitafia.
Joanna Szczęsna i Anna Bikont (...) wywołały niesłychane zainteresowanie wierszowanymi nagrobkami. Znaczna część ludności naszego kraju układa teraz z obłędem w oczach epitafia dla zmarłych i żywych. Poetami i wierszokletami kieruje niewątpliwie duch szlachetnego współzawodnictwa. Podobne zjawisko możemy zaobserwować w starożytności. Jeden z najwybitniejszych greckich poetów tworzących epigramy, Leonidas z Tarentu (IV–III w. p.n.e.), postanowił napisać wiersz nagrobny w formie
„— Powiedz Ty, która leżysz pod słupem z marmuru
paryjskiego, kim jesteś, czyją jesteś córą?
— Prekso, Kallitelesa. — A skąd rodem? — Z Samos.
— Kto ci grób dał? Teokryt, któremu mnie za mąż
dali rodzice. — Na co zmarłaś? — Gdym rodziła.
— W jakim wieku? — Dwudziestu dwóch lat. — Pewnieś była
bezdzietna? — Został po mnie Kalliteles mały,
trzyletni. Oby bóstwa żyć mu długo dały,
aż do późnej starości! Też ciebie, przechodnia,
niech wszelkimi dobrami los obdarza co dnia!”
Leonidasowi postanowił dorównać Antypater z Sydonu (II w. p.n.e.), który wyraził tę samą treść inaczej:
„— Zdradź ojca, imię, kraj swój. — Kalliteles spłodził,
Prekso me imię, z Samos mój ród się wywodził.
— Kto cię grzebał? — Teokryt, co przedtem swą ręką
mą dziewiczą przepaskę rozwiązał nietkniętą.
— Jak umarłaś? — W porodu bólach. — Powiedz, ile
lat żyłaś? — Jedenaście i drugi raz tyle.
— Czy zmarłaś bez potomstwa? — Nie, po mnie na świecie
Kalliteles trzyletni został, małe dziecię.
Oby do siwych włosów żyć mu dały bogi
Niech tobie też, wędrowcze, los prostuje drogi!”
W ten sposób nikomu nieznana Prekso została bohaterką dwóch epigramów napisanych w różnych wiekach. Ale na tym nie koniec. Istnieje jeszcze jej trzecie epitafium, którego autorem jest być może Archiasz (I w. p.n.e.), ten sam poeta, którego praw do obywatelstwa rzymskiego bronił we wspaniałej mowie Cycero.
„— Mów, kobieto, kim jesteś. Prekso. — Ojca miano
ujawnij. — Kalliteles. — Skąd pochodzisz? Z Samos.
— Kto ci pomnik wystawił? — Teokryt, mój ślubny
mąż. — Jak zmarłaś? — To sprawił ból porodu zgubny.
— Ile lat mając? — Dwakroć jedenaście. — Syna
masz? Kalliteles został, trzyletni jedynak.
Oby życia osiągnął kres w sędziwym wieku.
Niech i tobie los sprzyja we wszystkim, człowieku”.
Oto niewątpliwie marzenie Probierczyka: konkurs poetycki (...) rozciągnięty na ponad trzy stulecia. Z podobnym współzawodnictwem mamy do czynienia, gdy kilku nie znanych nam z imienia autorów greckich próbuje ułożyć epitafium człowieka pochowanego przez mordercę. Sam temat jest ciekawy przez to, że narusza konwencję gatunku: ujawniający zbrodnię napis nie mógłby przecież się znajdować na postawionym przez zabójcę grobie. Oto jeden ze wspomnianych utworów:
„Skrytobójca mnie grzebał. Skoro mnie mogiłą
darzy, niech ktoś mu zrobi łaskę równie miłą”.
Bardziej wyrafinowany wydaje się inny dystych:
„Życieś mi wziął, grób dajesz, lecz to zwłok ukrycie,
nie pogrzeb. Oby taki grób twe skończył życie”.
Inny anonim rozwinął tę myśl w czterowiersz:
„Gdybyś przez miłosierdzie pochował me ciało,
na nagrodę od bogów mógłbyś liczyć śmiało.
Lecz skoro chciałeś tylko ukryć swoją zbrodnię,
Oby cię potraktował ktoś inny podobnie”.
W tym konkursie uczestniczyło jeszcze wielu innych poetów, ale boję się, że nawet te utwory, które przytoczyłem, mogły znużyć czytelników swoją monotonią. Ciekawsza wydaje się sytuacja, gdy drugi autor stara się w zabawny sposób przekształcić utwór pierwszego, tworząc parodię. Symonides, autor sławnego epigramu na cześć trzystu Spartan, którzy zginęli pod Termopilami („Przechodniu, powiedz Sparcie...”), był w bardzo niedobrych stosunkach z innym poetą, znanym z ciętego języka, Timokreonem z Rodos. Kiedyś, podejrzewam, że jeszcze za życia Timokreona napisał mu epitafium:
„Wiele wypiłem, zjadłem, wiele obelg innym
rzekłem. Dziś, Timokreon, w grobie leżę zimnym”.
Jakiś późniejszy, nieznany nam z imienia poeta, sparodiował ten utwór:
„Mało zjadłem, wypiłem, wiele chorowałem,
zmarłem. Oby was wszystkich złe moce porwały”.
A oto inny epigram żałobny Symonidesa, tym razem pozbawiony złośliwości:
„Nie Krezusa grób widzisz, człecze, lecz biedaka,
mały, lecz mi mogiła całkiem starczy taka.
Ja, Gorgippos, com ślubu nie znał, jestem oto
w komnacie Persefony, skąd nie ma powrotu”.
Jako kawaler umarł też bohater kolejnego epitafium. Jest ono anonimowe, ale jego ponury wydźwięk wydaje mi się dziwnie podobny do nastroju przedostatniego utworu:
„Tu leżę ja, Dionizjos sześćdziesięcioletni.
Oby ojciec mój też był bezżenny, bezdzietny”.
Inne epitafium, pióra Nikarchosa (zapewne II w. n.e.), budzi moją szczególną sympatię: przejawiająca się w nim skłonność do dygresji każe mi uważać autora za bratnią duszę:
„Orfeusz na kitarze grał najlepiej z ludzi,
Nestor mądrością mowy podziw wszystkich budził,
Homer przewyższał innych kunsztem poematów,
A fletem Telefanes, który grób swój ma tu”.
Za przeciwieństwo tego utworu można poniekąd uznać bardzo ubogi w treść dwuwiersz przypisywany wielkiemu twórcy sielanek pasterskich, Teokrytowi (III w. p.n.e.):
„Co za grób, powie napis, kto w nim miejsce zajął?
Jam mogiła tej, którą Glauke nazywają”.
Wszyscy, którzy chętnie spacerują po Powązkach, pamiętają na pewno niezwykły napis, który pojawił się kilkanaście lat temu na jednym z grobów. Pod imieniem i nazwiskiem pewnego pana wyryto mianowicie słowa: „ofiara córki i zięcia”. Co ciekawe, na grobie nie było daty śmierci. Znaczyło to najwyraźniej, że ów mężczyzna, nie mogąc się porozumieć z młodszym pokoleniem, uciekł się wreszcie do tak niezwykłego, można śmiało powiedzieć, ostatecznego argumentu. Zakładam, że to poskutkowało, gdyż napis po pewnym czasie znikł. Jak widać, autentyczne napisy grobowe mogą być równie ciekawe, jak wykorzystane tu przeze mnie w większości chyba fikcyjne epitafia zawarte w VII księdze Antologii Palatyńskiej.
Mikołaj Szymański
Przeglądaj encyklopedię
Przeglądaj tabele i zestawienia
Przeglądaj ilustracje i multimedia