• Na czasie
  • Warto wiedzieć
    Współczesny moralitet Tadeusza Różewicza (1960), będący obrachunkiem wewnętrznym nie nazwanego z nazwiska Bohatera, przedstawiciela pokolenia wojennego. Poeta buduje dramat z wielu pozornie odrębnych sytuacji, które składają się na obraz utraconych szans, zaniechań, nie zrealizowanych ambicji jego pokolenia. Przez pokój Bohatera przeciągają znajomi, rodzina, postaci z przeszłości i współczesności. Z większym lub mniejszym wysiłkiem udaje się Bohatera wciągać w akcję. W pierwotnym założeniu Różewicz pragnął swego Bohatera uczynić antybohaterem, postacią niedziałającą. Ostatecznie zwyciężył kompromis, dzięki czemu powstał tzw. dramat otwarty, nastawiony na wchłanianie rzeczywistości. Wykorzystuje w nim różne teksty: strzępy papki gazetowej, utwory poetyckie, fragmenty słownika, aluzje literackie. Powraca na równych prawach do ojcowskiej pedagogiki seksualnej, wspomnień o wojnie, okupacji i przygodzie z polityką (Klaskałem — wyznaje Bohater Wujowi), opowieści o wojażach, sprawach biurowych. Brak porządku w tej „kartotece”, jej celowe rozsypanie staje się symbolem bezradności Bohatera wobec własnego życiorysu, a także dowodem na nieprzezroczystość ludzkich doświadczeń. Ludzie mówią tak różnymi językami, że porozumienie wydaje się niemożliwe. Oprócz podstawowego tekstu Kartoteki jest wiele scen, z których Różewicz zrezygnował, bądź które dopisał później. Bywają one wykorzystywane w rozmaitych inscenizacjach. Konstrukcja utworu umożliwia niemal dowolne tasowanie tekstu, odejmowanie i dodawanie nowych segmentów. Wprawdzie autor przestrzega (chyba żartobliwie) przed takim traktowaniem jego utworu, ale sam dał tego najlepszy dowód, prowadząc w roku 1993 próby Kartoteki z aktorami Teatru Polskiego we Wrocławiu. Powstały wówczas nowe fragmenty dramatu, które złożyły się na Kartotekę rozrzuconą, odpowiadającą zmienionej rzeczywistości lat 90.
    Tomasz Miłkowski
  • Poczytaj
    (fragment dialogu Bogumił)
     
     
    — Spytam się tedy wiecznego-człowieka,
    Spytam się dziejów o spowiedź piękności:
    Wiecznego człeka, bo ten nie zazdrości,
    Wiecznego człeka, bo bez żądzy czeka,
    Spytam się tego bez namiejętności:
    „Cóż wiesz o p i ę k n e m?..”
     
          ...”K s z t a ł t e m j e s t M i ł o ś c i” —
    On mi przez Indy — Persy — Egipt — Greków
    Stoma języki i wiekami wieków,
    I granitami rudymi, i złotem,
    Marmurem — kością słoniów — człeka potem,
    To mi powiada on Prometej z młotem.
     
    K s z t a ł t e m m i ł o ś c i p i ę k n o j e s t — i t y l e,
    Ile ją człowiek oglądał na świecie,
    W ogromnym Bogu albo w sobie-pyle,
    Na tego Boga wystrojonym dziecię;
    Tyle o pięknem człowiek wie i głosi —
    Choć każdy w sobie cień p i ę k n e g o nosi
    I każdy — każdy z nas — tym piękna pyłem.
    Gdyby go czysto uchował w sumieniu,
    A granitowi rzekł: „Żyj, jako żyłem” —
    To by się granit poczuł na wyjrzeniu,
    I może palcem przecierał powieki,
    Jak przebudzony mąż z ziemi dalekiéj...
    Lecz to z granitu bryłą ten by zrobił,
    A inny z tęczy kolorem na ścianie,
    A inny drzewa by tak usposobił,
    Żeby się dłońmi splotły w rusztowanie;
    A jeszcze inny głosu by kolumnę,
    Rzucając w psalmy akordów rozumne,
    Porozpowijał jak rzecz z m a r t w y c h w s t a ł ą,
    Co się zachwyca w niebo: szłaby dusza
    Tam — tam — a płótno na dół by spadało,
    Jako jesienny liść, gdy dojrzy grusza.
     
            *
     
    Więc stąd to — stąd i słuchacz, i widz jest artystą,
    Lecz prymem ten, a owy niezbędnym chórzystą;
    Więc stąd chórzysta w innej p r y m e m jest operze,
    A p r y m — chórzystą-widzem w nie swej atmosferze;
    I tak się śpiewa ona pieśń miłości dawna,
    Nieznana raz, to znowu sławna i przesławna...
    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
    I dość: niech „s ł u c h a c z w d u s z y s w e j d o ś p i e w a”.
    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
    To w niebo tak — a w ziemię jak się pieśń przelewa,
    Praktycznym wam i sobie, ilem jest praktykiem,
    Opowiem. — Jak kamienie krągłe za strumykiem,
    Kształcone falą — tak jest za pieśnią i p r a c a,
    A praca — t o ć n a j w i ę k s z a p r a k t y c z n o ś ć n a ś w i e c i e.
    Tu człeka znów wiecznego zapytam, bo wieczny,
    Bo prawdę mówi — kłamać nie może jak dziecię,
    Od pychy sław pancerzem historii bezpieczny...
     
               *
     
    Więc — jak o pięknem... teraz — powiedz mi o p r a c y!
     
               *
     
    Prometej Adam wstał, na rękach z ziemi
    Podnosząc się, i mówić zacznie tak: „Próżniacy!
    Próżniacy wy — ciekawość siły wam zatrwoży,
    Gdy jak o p i ę k n e m rzekłem — że jest p r o f i l B o ż y,
    Przez grzech stracony nawet w nas, p r o f i l u c i e n i a c h,
    I mało gdzie, i w rzadkich odczuwan sumieniach —
    Tak i o pracy powiem, że — z g u b y s z u k a n i e m,
    Dla której pieśń — ustawnym się nawoływaniem.”
    — Więc szukał Ind, nurtując granit z lampą w dłoni,
    I znalazł to, z c z y m szukał — szukał Pers w pogoni
    I dognał to, c z y m gonił — szukał Egipt w Nilu
    I złowił to, c z y m ł o w i ł — toż Grek i Etruski,
    I świata pan Rzymianin, i Part z koniem w łuski,
    I różny inny mąż — których jest tylu!...
     
               *
     
    A teraz — wróćcie do waszej rozmowy
    O sztukach pięknych i pieśni ludowej,
    A teraz wróćcie do wyobrażenia,
    Że jest rozrywką znudzonej materii
    Odcedzać światło i czyścić półcienia,
    Z bezkolorowej wskrzeszając Syberii
    Pozatracane Boskości wspomnienia;
    Że p i ę k n o to jest, co się wam podoba
    Przez samolubstwo czasu lub koterii;
    Aż zobaczycie, że druga osoba
    Pięknego — d o b r o — też zsamolubnieje
    I na w y g o d n o koniecznie zdrobnieje,
    I wnet za-ciasnym będzie glob dla ludzi,
    Aż jaki piorun rozedrze zasłonę,
    Aż jaki wicher na nowo rozbudzi,
    Aż jakie fale zatętnią czerwone...
     
                *
     
    Bo nie jest ś w i a t ł o, by pod korcem stało,
    Ani s ó l z i e m i do przypraw kuchennych,
    Bo piękno na to jest, by zachwycało
    Do pracy — praca, by się zmartwychwstało.
     
                *
     
    I stąd największym prosty lud poetą,
    Co nuci z dłońmi ziemią brązowemi,
    A wieszcz periodem pieśni i profetą,
    Odlatującym z pieśniami od ziemi.
    I stąd największym prosty lud muzykiem,
    Lecz muzyk jego płomiennym językiem.
    I stąd najlepszym Cezar historykiem,
    Który dyktował z konia — nie przy biurze
    I Michał-Anioł, co kuł sam w marmurze...
     
               *
     
    P i e ś ń a p r a k t y c z n o ś ć — jedno, zaręczone
    Jak mąż i dziewka w obliczu wieczności:
    Zepsułeś sztukę, to zepsułeś żonę,
    I narobiłeś i n t r y g tej ludzkości,
    I narobiłeś r o m a n s ó w... a Adam
    Prometej: „Z pracy bez ciebie upadam,
    O! przyjaciółko” — woła... jako w pieśni,
    Co n a d p i e ś n i a m i p i e ś ń, próżno się wcześni!
     
               *
     
    O Polsko! pieśnią Pan Bóg cię zapala,
    Aż rozgorzejesz jak lampa na globie,
    I chłop, co nieraz rąbie u Moskala,
    Dla onej pieśni robi, co jest w tobie,
    Dla onej, która to Carstwo rozwala!...
     
               *
     
    Rzecz dziwna... wszakże jeszcze są dziwniejsze —
    P i e ś ń twa — o Polsko! — przeszła już ciemniejsze
    I na świeczniku staje ze skrzydłami
    Złotymi... także d ź w i ę k, co gra harfami
    I polonezem przechodzi Europę —
    I — tylko k s z t a ł t u nie masz dla wnętrzności:
    — Alabastrową jakoby kanopę
    Dłutując, bryły zawsze nam za drobne
    I zawsze formy do obcych podobne...
     
                 *
     
    Kto kocha — widzieć chce choć cień postaci,
    I tak się kocha Matkę — Ojca — braci —
    Kochankę — Boga nawet... więc mi smutno,
    Że mazowieckie ani jedno płótno
    Nie jest sztandarem sztuce — że ciosowy
    W Krakowskiem kamień zapomniał rozmowy
    Że wszystkie chaty chłopskie krzywe — że kościoły
    Nie na o g i w i e p o l s k i m stoją — że stodoły
    Za długie — świętych figury patronów
    Bez wyrazu — od szczytu wież aż do zagonów
    Rozbiorem kraju f o r m a pokrzywdzona woła
    O łokieć z trzciny w ręku Pańskiego anioła.
    Niejeden szlachcic widział A p o l l i n a
    I Skopasową Milejską W e n e r ę,
    A wyprowadzić nie umie komina,
    W ogrodzie krzywo zakreśla kwaterę;
    — Budując śpichlerz często zapomina,
    Że u ż y t e c z n e nigdy nie jest samo,
    Że p i ę k n e — wchodzi nie pytając bramą!
     
            *
    Kto kocha, widzieć chce choć cień obrazu,
    Choć ślad do lubej wiodący mieszkania,
    Choć rozłożone ręce drogoskazu,
    Choć krzyż, litanii choć nawoływania,
    Choćby kamienną wieżę, w błyskawice
    Idącą — Boga by oglądać lice.
     
            *
     
    Bo Miłość strachu nie zna i jest śmiała,
    Choć wie, że konać musi, jak konała;
    Choć wie, że krzyżów za sobą pociąga
    Pułk, jak wiązanych arkad wodociąga,
    I że przypłynie krwią do kaskad wiecznych,
    Czerwieniejących w otchłaniach słonecznych. (...)
     
             *
     
    To w tym — o p i ę k n e m przypowieść ma leży!...
    I tak ja widzę przyszłą w Polsce sztukę,
    Jako c h o r ą g i e w n a p r a c l u d z k i c h w i e ż y,
    Nie jak zabawkę ani jak n a u k ę,
    Lecz j a k n a j w y ż s z e z r z e m i o s ł a p o s t o ł a
    I j a k n a j n i ż s z ą m o d l i t w ę a n i o ł a. (...)
     
    C.K. Norwid Pisma wszystkie, t. 3 Poematy, oprac. J.W. Gomulicki, Warszawa 1971.
Hasło dnia: Legion Mickiewicza

Rekordziści

Najgłębsza depresja w Afryce
jezioro Assal — 150 m p.p.m.

Cytat dnia

„Jeśli ktoś zacznie od pewników, skończy na wątpliwościach, ale jeśli zrazu wystarczą mu wątpliwości, dojdzie do pewników”

Imieniny

Kwi 10

Apoloniusza, Ezechiela, Makara, Makariusza, Makarego, Michała

Dzień w historii

Kwi 10

zdarzyło się
1964
pierwsze wejście na Gyachung Kang (Himalaje) — Katō Yukihito, Sakaizawa Kyoto (Japonia) i Pasang Phutar (Szerpa).
1968
wystąpienia członków Klubu Poselskiego „Znak” Jerzego Zawieyskiego i Stanisława Stommy w obronie represjonowanych uczestników wydarzeń marcowych (marzec 1968).
urodzili się
1847
Pulitzer Joseph, amer. dziennikarz, publicysta, wydawca prasowy.
1910
Sweezy Paul Marlor, ekonomista amerykański.
odeszli
1919
Zapata Emiliano, przywódca chłopskiego ruchu partyzanckiego w czasie rewolucji meksykańskiej 1910–17.
2004
Kaczmarski Jacek, poeta, prozaik, pieśniarz.
Przeglądaj encyklopedię
Przeglądaj tabele i zestawienia
Przeglądaj ilustracje i multimedia