• Na czasie
    Moniuszko Stanisław, ur. 5 V 1819, Ubiel k. Mińska, zm. 4 VI 1872, Warszawa,
    kompozytor, dyrygent, organista i pedagog muzyczny. Urodził się 5 V 1819 we wsi Ubiel koło Mińska. Był uczniem m.in. A. Freyera w Warszawie, D. Stefanowicza w Mińsku i C.F. Rungenhagena w Berlinie. W 1840 osiadł w Wilnie, gdzie działał jako organista w kościele Św. Jana, był dyrygentem orkiestry teatralnej i nauczycielem gry fortepianowej. Tamże 1842 rozpoczął pracę nad Śpiewnikiem domowym, zbiorem własnych pieśni solowych.
    Halka i Straszny Dwór
    W 1846 wystawił w Warszawie operetkę Loteria. Rok później ukończył 2-aktową wersję opery Halka do libretta W. Wolskiego (wykonanie estradowe Wilno 1848, sceniczne 1854). Podróże Stanisława Moniuszki do Petersburga (1849 i 1856) zaowocowały sukcesami kompozytorskimi (entuzjastyczna recenzja A. Sierowa) i przyjaźnią z A. Dargomyżskim, któremu dedykował wykonaną tam uwerturę fantastyczną Bajka (1848). W 1857 ukończył 4-aktową wersję Halki. Jej wystawienie 1 I 1858 w Warszawie (z P. Rivoli w roli głównej) odnosło wielki sukces. W 1858 Moniuszko odbył podróż po krajach zachodniej Europy: odwiedził w Weimarze F. Liszta, który wydawał jego polonezy, poznał B. Smetanę; w Paryżu, gdzie bez powodzenia zabiegał o wystawienie Halki, zetknął się G. Rossinim i D.F. Auberem oraz zaprzyjaźnił z Ch. Gounodem; dzięki poparciu pianisty J. Wieniawskiego wydał tam 34 pieśni Écho de Pologne. Po powrocie w tymże roku do Warszawy został mianowany dyrygentem naczelnym Teatru Wielkiego, na którego użytek napisał opery: Flis (wystawiona 1858 tamże), Hrabina (1860), Verbum nobile (1861). Demonstracja patriotyczna po premierze jego opery Straszny dwór do libretta J. Chęcińskiego (Warszawa 1865) dała cenzurze pretekst do zawieszenia dalszych przedstawień. Kompozytor następnie prowadził wielokrotnie w Warszawie, Lwowie i Krakowie wykonania kantaty Widma wg cz. II Dziadów A. Mickiewicza, a 1869 wystawił w Warszawie operę Paria. Jego dzieła zaczęły zyskiwać rozgłos za granicą, m.in. Halkę wystawiono 1868 w Pradze (pod dyrekcją Smetany), 1869 w Moskwie, 1870 w Petersburgu (w obecności kompozytora). Od 1864 Moniuszko wykładał w Instytucie Muzycznym Apolinarego Kątskiego w Warszawie, gdzie jego uczniami byli m.in. Z. Noskowski i H. Jarecki (poprzednio uczył się u niego C. Cui). Zmarł 4 VI 1872 w Warszawie.
    Twórca polskiej opery narodowej
    Moniuszko jest uważany za twórcę polskiej opery narodowej i najwybitniejszego po F. Chopinie przedstawiciela stylu narodowego w muzyce polskiej, zwłaszcza w liryce wokalnej. W jego operach uwidaczniają się wprawdzie pewne wpływy włoskiej muzyki operowej (G. Donizettiego, Aubera, V. Belliniego i Rossiniego), ale narodowy charakter nadają im wyraziste elementy folkloru polskiego oraz wątki tematyczne librett (problematyka historyczna i społeczna, utrwalanie wzorców patriotycznych i piękna narodowego obyczaju). Do rodzimego folkloru (częściowo też folkloru białoruskiego i litewskiego) nawiązywał Moniuszko w swych operach m.in. poprzez cytaty melodii ludowej (piosenka myśliwska Pojedziemy na łów w Hrabinie, piosenka myśliwska Siedzi sobie zając pod miedzą w Strasznym dworze) oraz stylizacje polskich tańców ludowych (mazury w: Halce, Strasznym dworze, Hrabinie, polonezy w: Halce, Strasznym dworze, Verbum nobile, polonez Pan Chorąży w Hrabinie, tańce góralskie w Halce, krakowiak w Jawnucie). W pieśniach czerpał z tradycji rodzimej liryki wokalnej (pieśni K. Kurpińskiego, F. Lessla, M. Szymanowskiej), w pewnej mierze także z tradycji romantyzmu europejskiego, zwłaszcza twórczości pieśniowej F. Schuberta. Wykorzystywał często utwory polskich poetów XIX w.: K. Brodzińskiego, T. Lenartowicza, Mickiewicza, W. Pola, W. Syrokomli, S. Witwickiego i in. Wpływ muzyki ludowej w pieśniach Stanisława Moniuszki uwidacznia się nie tylko w ich melodyce, lecz także w formie muzycznej (liczne pieśni zwrotkowe) i w tekstach, opartych często na typowej dla pieśni ludowych prozodii. Z ponad 300 pieśni solowych większość została opublikowana w Śpiewnikach domowych (zeszyty 1–6 1844–59, zeszyty 7–12 wydane pośmiertnie 1876–1910). Do najpopularniejszych należą m.in.: Prząśniczka (znana też w transkrypcji fortepianowej H. Melcera), Pieśń wieczorna, Znasz-li ten kraj, Dziad i baba, O matko moja, Stary kapral, także ballady: Trzech Budrysów (przed 1840, w wersji z orkiestrą 1857), Czaty (przed 1846, w wersji z orkiestrą 1860), Pani Twardowska (1869). Liryka wokalna oddziaływała na inne kompozycje Moniuszki, a zwłaszcza na opery, w których arie przybierały niejednokrotnie charakter pieśni (Szumią jodły na gór szczycie, Gdyby rannym słonkiem w Halce). Arię koloraturową wprowadzał kompozytor tylko tam, gdzie wymagała tego akcja dramatyczna (tzw. aria włoska w Hrabinie). Wpływ liryki wokalnej zaznaczył się również w kantatach Moniuszki, zwłaszcza w Sonetach krymskich na głosy solowe, chór mieszany i orkiestrę (1867), stanowiących cykl pieśni.
    Pozostała twórczość
    Oprócz pieśni i oper Moniuszko pozostawił operetki i wodewile (Nocleg w Apeninach, Wilno 1839, Karmaniol, tamże 1842?, Nowy Don Kichot, Lwów 1849, Jawnuta, Wilno 1852), balety (Monte Christo, Warszawa 1866, Na kwaterunku, tamże 1868), kantaty (Milda 1848, Nijoła 1852), utwory orkiestrowe (głównie tańce), kameralne (2 kwartety smyczkowe: d-moll 1839, F-dur przed 1840) i fortepianowe (polonezy, mazury, polki, galopy, walce, nokturny, miniatury; także opracowania i transkrypcje własnych i cudzych utworów na fortepian na 2 i 4 ręce lub na organy); jest też autorem muzyki religijnej (msze, także żałobne, hymny, psalmy, pieśni na chór a cappella albo z towarzyszeniem organów, orkiestry lub fortepianu, 4 Litanie ostrobramskie na głosy solowe, chór mieszany i orkiestrę lub fortepian 1843–55) oraz prac teoretycznych (Pamiętnik do nauki harmonii 1871).
    Od 1965 ukazują się zamierzone na 34 tomy Dzieła Moniuszki pod redakcją W. Rudzińskiego, który wydał też Listy zebrane (1969) kompozytora. Od 1992 odbywa się w Warszawie, zainicjowany przez M. Fołtyn (która zasłużyła się też wystawieniem głównych oper Moniuszki w wielu krajach świata), Międzynarodowy Konkurs dla Młodych Wokalistów im. S. Moniuszki.
  • Warto wiedzieć więcej
     
    Wysoka Izbo!
    [...] Konsekwencje, wynikające z osłabienia zbiorowych instytucji międzynarodowych i z głębokiej rewizji metod pracy między państwami, które zresztą niejednokrotnie w Izbach sygnalizowałem, spowodowały otwarcie całego szeregu nowych problemów w różnych częściach świata. Proces ten i jego skutki dotarły w szeregu ostatnich miesięcy aż do granic Rzeczypospolitej.
    To, co najogólniej o tym zjawisku można powiedzieć, streszczam w określeniu, że stosunki między poszczególnymi państwami nabrały bardziej indywidualnego charakteru, więcej własnego oblicza. Osłabione zostały normy ogólne. Po prostu rozmawia się coraz bardziej bezpośrednio od państwa do państwa.
    Jeśli o nas chodzi — zaszły wydarzenia bardzo poważne. Z jednymi państwami kontakt nasz stał się głębszy i łatwiejszy, w innych wypadkach powstały poważne trudności. Biorąc rzeczy chronologicznie, mam tu na myśli w pierwszej linii naszą umowę ze Zjednoczonym Królestwem, z Anglią, [z 6 IV 1939 r.] [...].
    Szybkie ustalenie zasad współpracy angielsko-polskiej możliwe było przede wszystkim dlatego, że wyjaśniliśmy sobie wyraźnie, iż tendencje obu Rządów są zgodne w podstawowych zagadnieniach europejskich; na pewno ani Anglia, ani Polska nie żywią zamiarów agresywnych w stosunku do nikogo, lecz również stanowczo stoją na gruncie respektu dla pewnych podstawowych zasad postępowania w życiu międzynarodowym.
    Równoległe deklaracje kierowników polityki francuskiej stwierdzają, że jesteśmy zgodni między Paryżem i Warszawą co do tego, że skuteczność działania naszego obronnego układu nie tylko nie może być osłabiona przez zmianę koniunktury międzynarodowej, lecz przeciwnie — że układ ten stanowić powinien jeden z najistotniejszych czynników w strukturze politycznej Europy.
    Porozumienie polsko-angielskie przyjął pan kanclerz Rzeszy Niemieckiej za pretekst do jednostronnego uznania za nieistniejący układ, który pan kanclerz Rzeszy zawarł z nami w r. 1934.
    Zanim przejdę do dzisiejszego stadium tej sprawy, pozwolą mi Panowie na krótki rys historyczny.
    Fakt, że miałem zaszczyt brać czynny udział w zawarciu i wykonywaniu tego układu, nakłada na mnie obowiązek jego analizy. Układ z 1934 r. był wydarzeniem wielkiej miary. Była to próba dania jakiegoś lepszego biegu historii między dwoma wielkimi narodami, próba wyjścia z niezdrowej atmosfery codziennych zgrzytów i szerszych wrogich zamierzeń, w kierunku wzniesienia się ponad narosłe od wieków animozje, w kierunku stworzenia głębokich podstaw wzajemnego poszanowania. Próba sprzeciwienia się złemu jest zawsze najpiękniejszą możliwością działalności politycznej.
    Polityka polska w najbardziej krytycznych momentach ostatnich czasów wykazała respekt dla tej zasady. Pod tym kątem widzenia, proszę Panów, zerwanie tego układu nie jest rzeczą mało znaczącą. Natomiast każdy układ jest tyle wart, ile są warte konsekwencje, które z niego wynikają. I jeśli polityka i postępowanie partnera od zasady układu odbiega, to po jego osłabieniu czy zniknięciu, nie mamy powodu nosić żałoby. Układ polsko-niemiecki z 1934 r. był układem o wzajemnym szacunku i dobrym sąsiedztwie, i jako taki wniósł pozytywną wartość do życia naszego państwa, do życia Niemiec i do życia całej Europy. Z chwilą jednak, kiedy ujawniły się tendencje, ażeby interpretować go bądź to jako ograniczenie swobody naszej polityki, bądź to jako motyw do żądania od nas jednostronnych, a niezgodnych z naszymi żywotnymi interesami koncesji, stracił swój prawdziwy charakter.
    Przejdźmy teraz do sytuacji aktualnej. Rzesza Niemiecka sam fakt porozumienia polsko-angielskiego przyjęła za motyw zerwania układu z 1934 r. [...].
     
    Wysoka Izbo!
    Ażeby sytuację należycie ocenić, trzeba sobie przede wszystkim postawić pytanie, o co właściwie chodzi? Bez tego pytania i naszej na nie odpowiedzi nie możemy właściwie ocenić istoty oświadczeń niemieckich w stosunku do spraw Polskę obchodzących. O naszym stosunku do Zachodu mówiłem już uprzednio. Powstaje zagadnienie propozycji niemieckiej co do przyszłości Wolnego Miasta Gdańska, komunikacji Rzeszy z Prusami Wschodnimi przez nasze województwo pomorskie i dodatkowych tematów, poruszonych jako sprawy, interesujące wspólnie Polskę i Niemcy.
    Zbadajmy tedy te sprawy po kolei.
    Jeśli chodzi o Gdańsk, to najpierw kilka uwag ogólnych. Wolne Miasto Gdańsk nie zostało wymyślone w Traktacie Wersalskim. Jest zjawiskiem istniejącym od wielu wieków i jako wynik, właściwie biorąc, jeśli się czynnik emocjonalny odrzuci, pozytywnego skrzyżowania spraw polskich i niemieckich. Niemieccy kupcy w Gdańsku zapewnili rozwój i dobrobyt tego miasta dzięki handlowi zamorskiemu Polski. Nie tylko rozwój, ale i racja bytu tego miasta wynikały z tego, że leży ono u ujścia jedynej wielkiej naszej rzeki, co w przeszłości decydowało, [i] na głównym naszym szlaku wodnym i kolejowym, łączącym nas dziś z Bałtykiem. To jest prawda, której żadne nowe formuły zatrzeć nie zdołają. Ludność Gdańska jest obecnie w swej dominującej większości niemiecka, jej egzystencja i dobrobyt zależą natomiast od potencjału ekonomicznego Polski.
    Jakież z tego wyciągnęliśmy konsekwencje? Staliśmy i stoimy zdecydowanie na platformie praw i interesów naszego morskiego handlu i naszej morskiej polityki w Gdańsku. Szukając rozwiązań rozsądnych i pojednawczych, świadomie nie usiłowaliśmy wywierać żadnego nacisku na swobodny rozwój narodowy, ideowy i kulturalny niemieckiej ludności w Wolnym Mieście.
    Nie będę przedłużał mego przemówienia cytowaniem przykładów. Są one dostatecznie znane wszystkim, co się tą sprawą w jakikolwiek sposób zajmowali. Ale z chwilą, kiedy po tylokrotnych wypowiedzeniach się niemieckich mężów stanu, którzy respektowali nasze stanowisko i wyrażali opinię, że „to prowincjonalne miasto nie będzie przedmiotem sporu między Polską a Niemcami” — słyszę żądanie aneksji Gdańska do Rzeszy, z chwilą, kiedy na naszą propozycję, złożoną dn. 26 marca wspólnego gwarantowania istnienia i praw Wolnego Miasta nie otrzymuje odpowiedzi, a natomiast dowiaduję się następnie, że została ona uznana za odrzucenie rokowań — to muszę sobie postawić pytanie, o co właściwie chodzi? Czy o swobodę ludności niemieckiej Gdańska, która nie jest zagrożona, czy o sprawy prestiżowe, czy też o odepchnięcie Polski od Bałtyku, od którego Polska odepchnąć się nie da!
    Te same rozważania odnoszą się do komunikacji przez nasze województwo pomorskie. Nalegam na to słowo „województwo pomorskie”. Słowo „korytarz” jest sztucznym wymysłem, chodzi tu bowiem o odwieczną polską ziemię, mającą znikomy procent osadników niemieckich.
    Daliśmy Rzeszy Niemieckiej wszelkie ułatwienia w komunikacji kolejowej, pozwoliliśmy obywatelom tego państwa przejeżdżać bez trudności celnych czy paszportowych z Rzeszy do Prus Wschodnich. Zaproponowaliśmy rozważenie analogicznych ułatwień w komunikacji samochodowej.
    I tu znowu zjawia się pytanie, o co właściwie chodzi?
    Nie mamy żadnego interesu szkodzić obywatelom Rzeszy w komunikacji z ich wschodnią prowincją. Nie mamy natomiast żadnego powodu umniejszać naszej suwerenności na naszym własnym terytorium.
    W pierwszej i w drugiej sprawie, to jest w sprawie przyszłości Gdańska i komunikacji przez Pomorze, chodzi ciągle o koncesje jednostronne, których Rząd Rzeszy wydaje się od nas domagać. Szanujące się państwo nie czyni koncesji jednostronnych. Gdzież jest zatem ta wzajemność? W propozycjach niemieckich wygląda to dość mglisto. Pan kanclerz Rzeszy w swej mowie wspomniał o potrójnym kondominium w Słowacji. Zmuszony jestem stwierdzić, że tę propozycję usłyszałem po raz pierwszy w mowie pana kanclerza z dn. 28 kwietnia. W niektórych poprzednich rozmowach czynione były tylko aluzje, że w razie dojścia do ogólnego układu sprawa Słowacji mogłaby być omówiona. Nie szukaliśmy pogłębienia tego rodzaju rozmów, ponieważ nie mamy zwyczaju handlować cudzymi interesami. Podobnie, propozycja przedłużenia paktu nieagresji na 25 lat nie była nam w ostatnich rozmowach w żadnej konkretnej formie przedstawiona. Tu także były nieoficjalne aluzje, pochodzące zresztą od wybitnych przedstawicieli Rządu Rzeszy. Ale, proszę panów, w takich rozmowach bywały także różne inne aluzje, sięgające dużo dalej i szerzej niż omawiane tematy. Rezerwuję sobie prawo w razie potrzeby powrócenia do tego tematu.
    W mowie swej pan kanclerz Rzeszy jako koncesję ze swej strony proponuje uznanie i przyjęcie definitywne istniejącej między Polską a Niemcami granicy. Muszę skonstatować, że chodziłoby tu o uznanie naszej de iure i de facto bezspornej własności, więc co za tym idzie, ta propozycja również nie może zmienić mojej tezy, że dezyderaty niemieckie w sprawie Gdańska i autostrady pozostają żądaniami jednostronnymi.
    W świetle tych wyjaśnień Wysoka Izba oczekuje zapewne ode mnie, i słusznie, odpowiedzi na ostatni passus niemieckiego memorandum, który mówi: „Gdyby Rząd Polski przywiązywał do tego uwagę, by doszło do nowego umownego uregulowania stosunków polsko-niemieckich, to Rząd Niemiecki jest do tego gotów”. Wydaje mi się, że merytorycznie określiłem już nasze stanowisko.
    Dla porządku zrobię resume.
    Motywem dla zawarcia takiego układu byłoby słowo „pokój”, które pan kanclerz Rzeszy z naciskiem w swym przemówieniu wymieniał.
    Pokój jest na pewno celem ciężkiej i wytężonej pracy dyplomacji polskiej. Po to, aby to słowo miało realną wartość, potrzebne są dwa warunki: 1) pokojowe zamiary, 2) pokojowe metody postępowania. Jeśli tymi dwoma warunkami Rząd Rzeszy istotnie się kieruje w stosunku do naszego kraju, wszelkie rozmowy, respektujące oczywiście wymienione przeze mnie poprzednio zasady, są możliwe.
    Gdyby do takich rozmów doszło — to Rząd Polski swoim zwyczajem traktować będzie zagadnienie rzeczowo, licząc się z doświadczeniami ostatnich czasów, lecz nie odmawiając swej najlepszej woli.
    Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor.
  • To ciekawe
    Kiedy koczkodan zobaczy węża – krzyczy. Początkowo wydawało się, że krzyk ten to tylko emocjonalna reakcja, wyraz przerażenia. Okazało się jednak, że w krzyku tym są również informacje o tym, z jakim niebezpieczeństwem ma do czynienia zwierzę. Inny jest krzyk koczkodana, gdy zobaczy on węża, a inny wtedy, gdy chodzi o lamparta czy drapieżnego ptaka. Stado rozumie te komunikaty. Krzyk: „Uwaga! Wąż!” sprawia, że zaczynają uważnie patrzeć pod nogi; w przypadku ostrzeżenia przed lampartem – wspinają się błyskawicznie na drzewa.
Hasło dnia: majorat
Sponsorowane

Rekordziści

Najgłębsza jaskinia w Alpach
Lamprechtsofen — 1632 m.

Cytat dnia

„Jeśli dziś stroni, wnet cię będzie szukać,
Nie chce twych darów? Wnet sama je złoży!
Nie kocha teraz? Niebawem pokocha,
Nawet wbrew chęci”

Imieniny

Maj 20

Bazylego, Bernarda, Bernardy, Elfrydy, Iwona, Teodora, Wiktorii, Wiktoryny

Dzień w historii

Maj 20

zdarzyło się
1935
nadzwyczajne posiedzenie Ligi Narodów poświęcone pamięci Józefa Piłsudskiego.
1648
śmierć Władysława IV Wazy; objęcie funkcji interrexa przez prymasa Macieja Łubieńskiego oraz przejęcie inicjatywy politycznej przez kanclerza Jerzego Ossolińskiego.
urodzili się
1799
Balzac Honoré, pisarz francuski.
1822
Passy Frédéric, francuski ekonomista i polityk.
odeszli
1834
La Fayette Marie Joseph, polityk fr., generał.
2005
Ricoeur Paul, filozof francuski.
Przeglądaj encyklopedię
Przeglądaj tabele i zestawienia
Przeglądaj ilustracje i multimedia